Ostatnie Wpisy

MAR

28

linkologia.pl spis.pl
 

Witaj, mój drogi czytelniku. Dziwi mnie fakt, że jeszcze to czytasz. Szczególnie po tym, co wydarzyło się ostatnio. Nie wierzę, że to mówię, ale ciekawi mnie to, co dzieje się teraz u ciebie, w roku 2014. Tutaj, w 1500 jakoś nie daję sobie rady. Jeśli wyczuwasz w tych słowach smutek, to czujesz bardzo dobrze. Od śmierci Lonny czuję się taka... pusta. Nikt nie budzi mnie rano z uśmiechem na ustach, nikt mnie nie rozbawia ani, co najważniejsze, nie uczy. Kto inny ma mi wytłumaczyć wszystko o Strażniczkach, jeśli nie sama Strażniczka? Poza tym cały czas nurtują mnie słowa wypowiedziane przez Marcussa w lesie. "Chciałem poznać Ostatnią Strażniczkę". Czy to oznaczało, że nie ma już nikogo oprócz mnie? Strasznie się tego boję.

katkunia   tagi: chłopak, mężczyzna, smutek, spotkanie

MAR

11

linkologia.pl spis.pl
 
Witaj ponownie, mój drogi czytelniku. Wiesz co? Zadziwia mnie to, że chce ci się czytać moje wypociny i przede wszystkim na nie czekać. Szacuneczek za wytrwałość.
 
Ale do rzeczy. Ostatni raz pisałam jakiś miesiąc temu. Nie miałam czasu zajmować się uzupełnianiem na bieżąco informacji, więc zmuszona jestem przezyć to wszystko razem z tobą jeszcze raz.
 
A więc ostatni wpis skończyłam na przyjściu do nowego domu z roku 1500, tak? Nie, moment... Pisałam potem o minionym wtedy tygodnia, podczas którego poznałam kilka nowych osób, prawda? No dobrze, w takim razie zacznę od niedzielnego poranka dwa tygodnie po przeniesieniu się w czasie. Zapoznałam się już z nową rzeczywistością, poznałam kilkoro miłych ludzi, ale jeszcze nie zaakceptowałam siebie w roli jakieś Strażniczki i nie zamierzam. A raczej wtedy nie zamierzałam... Nie będę jednak wybiegać w przyszłość. Z czasem sam o wszystkim sie przekonasz (czy już pisałam jak ciężko jest nie mieć zielonego pojęcia do kogo się pisze?).
 
Tak więc z samego rana obudziły mnie promienie słoneczne muskające moją twarz. Uśmiechnęłam się i otworzyłam oczy. Zobaczyłam jaśniejącą szczęściem twarz Lonny.
- Dzień dobry śpioszku! - Zawołała radośnie. Zamrugałam kilka razy powiekami i przeciągnęłam się.
- Która godzina? - Spytałam, ale zaraz pokręciłam głową jakbym chciała cofnąć w ten sposób wypowiedziane słowa. Ciągle zapominam, że w tych czasach nie mieli jeszcze zegarów. Lonny zaśmiała się.
- Przyzwyczaisz się - powiedziała i wyszła z pokoju. W progu jednak odwróciła się w moją stronę i powiedziała:
- Niedługo południe.
Kiwnęłam głową i zaczęłam się ubierać w swoją ciemnoniebieską sukienke, której szczerze nie znosiłam. Już po chwili stałam w kuchni, a Lonny wprowadzała drobne poprawki w moim wyglądzie. Jak zawsze.
 
Po zjedzeniu śniadania składającego się z upieczonego kawałka upolowanego przez Lonny ptaka i sałatki owocowej. Mojej ulubionej. Może dlatego, że tylko jej składniki potrafiłam jako tako rozpoznać.
- Ingo, uznałam, że powinnam w końcu nauczyć cię czegoś pożytecznego - oznajmiła Lonny. Spojrzałam na nią zaskoczona. Jak dotąd nauczyłam się wiele o życiu w tych czasach i o wykonywanych w nich czynnościach. Wiem też, że Lonny podobno świetnie poluje i strzela z łuku. Czego mogłaby mnie nauczyć? Oczywiście, że sztuki polowania i strzelania! Ze szczęścia prawie wyleciałam przez drzwi. Zawsze chciałam nauczyć się to robić! Lonny uśmiechnęła się widząc moją gotowość do działania.
- Cieszę się twoją reakcją - powiedziała i podała mi ciemnoniebieskie spodnie rurki i bluzkę z długimi rękawami tego samego koloru, oraz coś przypominającego balerinki przeciągnięte do kolan. Rzuciłam jej zdziwione spojrzenie.
- Nie mów nikomu że to mam - powiedziała przykładając palec do ust. Kiwnęłam głową i ruszyłam się przebrać.
 
Nie warto opisywać naszej potajemnej drogi do lasu, bo nie ma w niej kompletnie nic ciekawego. Zaskoczyło mnie raczej to, co stało się w samym lesie.
 
Lonny podała mi jeden z łuków i zabrała sie do tłumaczenia mi sztuki strzelania z niego. Dowiedziałam się, że ważne jest dobre oko i celność. Zaprezentowała mi technikę i po chwili kazała mi strzelić w drzewo znajdujące się kilka metrów dalej. Niepewnie wyjęłam strzałę z kołczanu, nałożyłam ją na cięciwę, naciągnęłam, wycelowałam i puściłam. Udało mi się trafić w sam środek! Brawo dla mnie! Szczęśliwa wyciągnęłam kolejną strzałę i wycelowałam w drzewo rosnące prawie sto metrów dalej i trafiłam! Uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
- Strzelałaś kiedykolwiek z łuku? - Spytała mnie Lonny, a ja pokręciłam przecząco głową. Dziewczyna zmarszczyła brwi jakby coś rozważała. Jednocześnie na jej twarzy odmalowało się zatroskanie.
Zrobiłam coś złego?
 
Wtedy usłyszałam w oddali straszny krzyk. Odwróciłam się i wsłuchałam w niego z przerażeniem. Lonny jeszcze bardziej zmarszczyła brwi.
- Idziemy stąd - rozkazała, ale ja nie miałam zamiaru jej słuchać. Instynktownie ruszyłam w stronę z której dobiegał krzyk.
- Ingo! - Krzyknęła Lonny, ale ja biegłam przed siebie. Słyszałam jak moja towarzyszka biegnie za mną. Miałam jednak przewagę w czasie. Ukryłam się za wzniesieniem i spojrzałam na źródło tajemniczego dźwięku. Zobaczyłam postać w czarnej pelerynie z kapturem na głowie pochylającą się nad jakąś dziewczyną. Wszędzie dookoła była krew. Poczułam jak robi mi się niedobrze. Wszędzie unosił się dziwny odór, którego nie potrafiłam zidentyfikować.
- Ingo, chodźmy stąd - powiedziała niemal błagalnie Lonny. Spojrzałam na nią. Była blada jak kreda.
- Co się dzieje? - Spytałam, ale przerwała mi kolejna fala krzyku.
- Gadaj kto jest tą nową wielką Strażniczką! Jak ona wygląda?! - Krzyknął mocnym, tubalnym głosem męzczyzna. Poczułam jak wszystko we mnie drży. To na pewno nie był zbyt przyjazny gość.
- Nie wiem - rozległ się błagalny ton dziewczyny, a mężczyzna wydał z siebie przeraźliwy ryk i wszedzie dookoła trysnęła krew. Kilka kropel wylądowało mi na twarzy. Przez chwilę siedziałam osłupiała, aż w końcu do mnie dotarło to, co się właśnie stało.
On ją zabił.
Pisnęłam przerażona, ale Lonny połozyła mi dłoń na ustach i wciągnęła mnie poza widoczność mężczyzny. Ze złością odsunęłam ją.
- Co się właśnie stało? Kto to był? Dlaczego... - ostatnie słowo nie mogło przejsć mi przez gardło. Lonny położyła palec na ustach.
- Ciii... Później, Ingo - głos jej się trząsł. Skoro ją ten widok przeraził, to co dopiero mnie!
- Co później? - Rozległ się tuż nade mną tubalny, mrożący krew w żyłach głos. Uniosłam głowę i znalazłam się twarzą w twarz z mordercą. Miał prawie dwa metry wzrostu i coś, co sprawiło, że prawie padłam na zawał z przerażenia.
 
Jego płonące czerwienią oczy i ociekające krwią usta były okropne. Strach mnie sparaliżował. Mężczyzna spojrzał na Lonny i uśmiechnął się, co bardziej przypominało grymas niż uśmiech.
- Ach, moja droga towarzyszka, Lonny! - Zawołał. Spojrzałam zdezorientowana na dziewczynę. Towarzyszka?
- Nie sądziłam,  że tu zajrzysz, Marcussie. Ostatnio widziałam cię na południu - powiedziała Lonny  nieco drżącym głosem.
- No cóż, byłem tam, ale doszły mnie słuchy, że pojawiła się nowa Strażniczka, którą podobno masz szkolić. Postanowiłem więc wrócić i zobaczyc nową przeciwniczkę. Chciałem poznać Ostatnią Strażniczkę
Z tymi słowami spojrzał mi prosto w oczy, a ja z przerażenia wstrzymałam oddech. Ten zaśmiał się szyderczo.
- Szkoda, że nie bedziesz miała okazji poznać mnie bliżej... Ingo - powiedział.
 
Po tych słowach uniósł zakrwawiony nóż wyraźnie wycelowany we mnie.
katkunia   tagi: czas, dziewczyna, dziwne, wycieczka

LUT

20

linkologia.pl spis.pl
 

Witaj, mój czytelniku.

Kurcze, zacięłam się. Nie mam pojęcia co napisać. Może... Miło mi, że chciało ci się zajrzeć na ten wpis. Oczywiście mam nadzieję, że czytałeś moją ostatnią notatkę? Jeśli nie, to zajrzyj do niej, nim zabierzesz się za to. Byłabym bardzo wdzięczna. Nie chciałabym opisywać wszystkiego od początku.



A więc skończyłam na tym, jak wraz z Lonny przeniosłyśmy się w czasie. Mówiła wtedy coś o jakiś Strażniczkach, prawda? A więc opiszę wszystko od chwili wylądowania.

Rozejrzałam się dookoła po miejscu w którym wylądowałam. Była to jakaś pieczara. Sam kamień i tylko kamień. Oczywiście nie licząc wielkiej dziury w suficie pod którą stałam. Byłam szczerze zdziwiona, że nie poczułam mocnego uderzenia o ziemię, tylko delikatne dotknięcie gruntu.

Uznałam to za jakąś pokręconą magię, która zapewne tu panuje. Nie szukałam już określeń typu "spuścili mnie tu na linie" albo "robią mnie w konia".

- Lonny... Powiedz mi co się dzieje... - powiedziałam błagalnie, ale ona tylko się zaśmiała. Wyczułam w tym nutkę podenerwowania.

- Za chwilę. Teraz włóż to. - powiedziała i podała mi  ciemnoniebeską sukienkę z krótkim rękawkiem, sięgającą zapewne do kolan i granatowe balerinki. Spojrzałam na nią jak na wiariatkę. Nie znoszę sukienek. Może dlatego, że mam bardzo małą pewność siebie.  Nie, za nic tego nie włożę!!! Lonny chyba zauważyła moją niepewność.

- Musisz to ubrać. Powinnaś wtopić się w tłum, a tu się tak ubierają. - powiedziała. Przyjrzałam się jej ubraniom i zmarszczyłam brwi.

- A ty to się niby nie wyróżnisza w tym błyszczącym cudeńku? - spytałam sarkastycznie. Uśmiechnęła się.

- Oczywiste jest przecież, że ja też się przebiorę. No weź to i nie wybrzydzaj.

Niechętnie wzięłam sukienkę i oddaliłam się nieco. Pasowała idealnie, tak samo jak balerinki. Dziwne...

Wróciłam do Lonny i zauważyłam, że i ona wyglądała inaczej. Miała na sobie żółtą sukienkę krojem nieco przypominającą moją, oraz złociste balerinki. Wyglądała w tym naprawdę cudnie w przeciwieństwie do mnie. Skrzyżowałam ręce na piersiach.

- Nie wiedziałam, że w tych czasach mieli balerinki. - powiedziałam.

- Bo nie mieli. - uśmiechnęła się Lonny. - Podrzuciłam im ten pomysł z przyszłości. Dlatego tam już mają nawet trampki na obcasach.

Pokręciłam głową z uśmiechem. Moja towarzyszka podeszła do mnie. Odsunęłam się nieco.

- Co jest? - spytałam zaskoczona.

- Nie bój się, rozpuszczę ci tylko włosy i poprawię to i owo. - zapewniła mnie. Niezbyt mi się to podobało.

- Musiałabyś chyba najpierw zakryć mnie kartonem. - powiedziałam, ale dałam jej się pobawić. Dziewczyna rozpuściła mój warkocz i delikatnie ułożyła włosy. Zauważyłam, że delikatnie się zakręciły, i że moja grzywka sięgała mi już do podbródka. Lonny wygładziła jeszcze sukienkę, przetarła kilka razy twarz dłonią (podejrzewam, że miała na niej coś w rodzaju kremu) i odsunęła się. Uśmiech gościł na jej twarzy.

- Wyglądasz przepięknie. - powiedziała. Prychnęłam lekceważąco. Gadanie.

- Możemy już iść? Chcę się czegoś dowiedzieć o... o tym wszystkim. - warknęłam. Tak naprawdę miałam wielką ochotę wrócić do domu i zalec na łóżku. Już chyba naprawdę wolę nudy od TEGO. Chyba wiesz, o co mi chodzi. Lonny kiwnęła głową i dała mi znak, abym za nią poszła. Westchnęłam i zrobiłam to.

Po chwili znalazłyśmy się w wyjściu groty.

- Witaj w roku 1500 Ingo. - powiedziała Lonny. Wyszłam na zewnątrz. Byłam lekko zdenerwowana. Co zobaczę? Domy? Zieleń? Ludzi?

Moim oczom ukazał się rozległy teren pełen domów. Były bardzo eleganckie i zadbane. Dookoła rosły trawniki, drzewa... Można to było jednak spokojnie nazwać miastem. Nie takim jak powiedzmy Nowy Jork, czy Warszawa, ale było to miasto. Nie wiedziałam nawet na jakim kontynencie jestem. Czy nadal znajduję się w mojej rodzinnej Polsce? Czy może przeniosłam się do Ameryki? Albo zniosło nas do Stanów Zjednoczonych?

Lonny jakby czytała w moich myślach.

- Strażniczki pojawiają się w różnych punktach Ziemi, tam, gdzie jesteśmy potrzebne. Na co dzień nic się nie dzieje, więc bezsensem byłoby tkwienie wciąż w jednym miejscu. Jesteśmy wysyłane tam, gdzie się coś dzieje, i mamy dopilnować, aby z całej sytuacji wyniknęło coś dobrego. Kiedy jakieś miejsce nas potrzebuje, nasze bransoletki błyszczą. - mówiąc to podała mi małą bransoletkę. Był to taki łańcuszek jak na naszyjnik. Doczepiono do niego małe czerwone serduszko. Spojrzałam na nią zaskoczona, a Lonny zapięła mi ją na prawej dłoni. Poczułam dziwne ciepło rozchodzące się powoli po całej mojej ręce i ciele. Zupełnie jakby przedmiot cieszył się, że mam go na sobie.

Teraz naprawdę poczułam się tak, jakbym nie miała już innego wyjścia.
 

Lonny poprowadziła mnie drogą. Rozglądałam się dookoła, usiłując zapamiętać jak najwięcej szczegółów, ale wszystkie domy wyglądały niemal tak samo. Gdybym miała iść tędy sama... No cóż, możnaby od razu przygotowywać ekipę poszukiwawczą. Poza tym dziwiło mnie, że ci ludzie zgadzają się na bycie... No, powiedzmy że w tym samym guście. Dla mnie to niedorzeczne, mieć dom taki sam jak moi sąsiedzi. Może to dlatego, że przyzwyczaiłam się do moich czasów...

W końcu weszłyśmy do jednego z nich. W środku było bardzo przytulnie. Naprzeciwko była "kuchnia" z dużym palenikskiem pośrodku i kocami rozłożonymi dookoła. Po obu moich stronach były sypialnie. Przynajmniej tak sądziłam. Leżały w nich maty pewnie służące za łóżka.

- Rozgość się, Ingo. Oto twój dom z roku 1500. - Powiedziała Lonny i wskazała mi pokój po prawej. Weszłam do środka. Skromnie, ale przytulnie. Nawet mi się to spodobało. Żadnej technologii, znużonego przesiadywania przed komputerem lub upartego wpatrywania się w ekran komórki a nadziei, że ktoś zadzwoni. Uśmiechnęłam się delikatnie i usiadłam. Miałam dużo pytań, ale na wszystko będzie czas.

 

Na tym zakończę ten wpis. Nie wiem, czemu tym razem zawarłam w nim tak mało treści, ale muszę się przespać. Od chwili ostatniej notatki minął chyba tydzień. Właściwie nic się nie wydarzyło. Poznałam kilkoro bardzo miłych ludzi, którzy nie mają do mnie żadnych uprzedzeń. Kilka razy zauważyłam, że wodzą za mną wzrokiem, ale to pewnie dlatego, że jestem nowa. Lonny mówi, że to powinno minąć. No, chyba że u chłopców. U nich może się podobno przetrzymać, ale wzięłam to jako nieudany żart. No proszę, kto miałby się ZA MNĄ oglądać?!

 

Obiecuję, że niedługo napiszę.

katkunia   tagi: odpowiedź, pytanie, życie

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
242526272812
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31123456

Ksiega gości

Księga gości

Kategorie postow

Brak kategorii

magdus-lala | yervioxx | darcia-miki | womanworld | wojuu7 | Mailing